Szanowny
Panie Rogaczu!
Jak
ci mija lato? Tęsknisz już za starym Łapą?
Mam
nadzieję, że Twoja mama nie gniewa się na mnie za bardzo za to, co
zrobiłem jej kotu ostatnim razem. Z drugiej strony — nie moja
wina, że z niego taki żarłok. Wierz mi lub nie, babeczka z
odorosokiem przeznaczona była specjalnie dla Ciebie. Nawiasem
mówiąc, nie miałem pojęcia, że odorosok tak działa na koty.
Przechodząc
do sedna — czy tylko mnie aż wzdraga na myśl o tej manii na
punkcie czystej krwi? W moim mieszkaniu z dnia na dzień jest coraz
gorzej. Nie mam pojęcia, co mnie jeszcze tutaj trzyma. Kiedy tylko
skończę siedemnaście lat, wyprowadzę się i przenigdy nie wrócę,
zapamiętaj to sobie.
Niedługo
się spotkamy, ale jak na razie nie mogę nigdzie iść. Uwielbiam
moją familię.
Bardzo
nie w humorze,
Syriusz
PS
Regulus właśnie bierze kąpiel. Myślisz, że zauważy, jeśli
nasypię mu bulbadoksu do piżamy?
Syriusz
westchnął ciężko, po czym zapieczętował list i przywiązał go
do nóżki swojej sowy.
—
Zanieś to Jamesowi.
Ptak
poderwał się z biurka i wyleciał przez otwarte okno domu Grimmauld
Place 12, którego Syriusz tak bardzo nienawidził. Bardzo chciał
się znów spotkać ze swoimi przyjaciółmi — Remusem Lupinem,
Peterem Pettigrew i Jamesem Potterem, który był dla niego jak brat.
Była już połowa wakacji, które poprzedzały jego szósty rok w
Hogwarcie. Tu, w swoim domu, czuł się jak więzień. Nienawidził
matki i ojca, a także brata, z którym miał kiedyś dobre kontakty,
za ich zamiłowanie do czystej krwi. Ba! Nienawidził całej swojej
rodziny, choć tutaj były wyjątki — ostatnio bardzo zaprzyjaźnił
się z Andromedą, swoją kuzynką, którą niedawno wydziedziczono
za poślubienie mugolaka. Także jego stary wujek Alphard nie
podzielał tych chorych poglądów.
Znużony
tym wszystkim wyszedł na chwilę z sypialni, by spełnić dopisek z
listu do Jamesa, a po tym oparł się dłońmi o parapet okna w swoim
pokoju.
Była
już noc, a pełnia jasno oświetlała Grimmauld Place. Syriusz
jeszcze chwilę wyglądał przez okno, myśląc, co przeżywa właśnie
Remus, a potem rzucił się na łóżko w ubraniu, zmęczony
całodzienną walką ze swoją rodziną.
*
Rano
młodego Blacka obudził jego brat, wchodzący do pokoju.
—
Wstawaj, dziś przyjeżdża ciocia Lucretia — powiedział
beznamiętnie Regulus do budzącego się Syriusza, po czym wyszedł.
Syriusz wzdrygnął się na myśl o czekającym go popołudniu.
Ciocia Lucretia była siostrą jego ojca, której nie znosił równie
mocno jak własnej matki. Wiedział również, że nie przyjedzie
sama, tylko ze swoim mężem — potulnym i zgadzającym się z nią
w każdej kwestii starszym mężczyzną. Syriusz nie pojmował, jak
można dać się aż tak podporządkować kobiecie, a zwłaszcza
takiej jak ciotka Lucretia. Na jej widok należało po prostu
uciekać, nie było żadnego innego ratunku, a Syriusz musiał z nią
spędzić cały dzień, a potem kolejne, ale nie sprzeciwiał się,
bo wiedział, że to przy niej straci resztki rozsądku i wypluje
całą złość, która siedziała w nim od tygodnia i żadna kłótnia
z matką czy ojcem nie dawała mu takiej satysfakcji, jaką miał po
wygranej potyczce z Lucretią.
Syriusz
podniósł się, opierając się łokciami o łóżko, i rozejrzał
się po pokoju obklejonym plakatami motocykli, zdjęciami dziewczyn w
bikini, magicznymi fotografiami z przyjaciółmi i gryfońskimi
proporczykami. Szukał swojej sowy z nadzieją, że przyniesie mu
list od Jamesa, ale chwilę później przypomniał sobie, że James
wyjechał na wakacje z rodzicami i sowa będzie musiała przebyć
trochę dłuższą drogę niż normalnie.
Umył
się i ubrał w zwyczajną koszulkę z logo The Beatles na przedzie i
mugolskie dżinsy. Wiedział, że to doprowadzi jego matkę do szału,
więc uśmiechnął się z satysfakcją, gdy zszedł do ponurej
kuchni na śniadanie i zobaczył, jak Walburdze rozszerzają się
nozdrza ze wściekłości.
—
Witaj, matko — rzekł spokojnie Syriusz, siadając przy stole
naprzeciwko swojego brata i nalewając sobie mleka do szklanki.
Walburga nie odpowiedziała ani słowem, zasiadając z godnością na
szczycie stołu.
—
Och, Regulusie, co ci się stało? — spytała, patrząc z troską
na swego młodszego syna.
Syriusz zauważył, że kawałek szyi Regulusa, który nie był
zakryty białą koszulą, i dłonie pokrywa obfita wysypka.
Minimalnie poprawiło mu to humor i powstrzymawszy się przed
uśmiechem satysfakcji, zajął się obserwowaniem krzątającego się
po kuchni Stworka — domowego skrzata. Po chwili uznał, że to nie
był dobry pomysł, bo widok jego ryjkowatej twarzy zawsze
przyprawiał go o zniesmaczenie. Nie miał wcale apetytu, więc dopił
swoje mleko i poszedł do swojego pokoju. Zapowiadał się wyjątkowo
nudny poranek. Siadł przy swoim biurku i spojrzał na wiszący nad
nim kalendarz ze zdjęciem młodej, atrakcyjnej dziewczyny w bikini,
opierającej się o potężny czarny motocykl. James przyjeżdżał
do domu za dokładnie dwa dni. Nie było go już tydzień, co Syriusz
boleśnie przeżywał. Bardzo brakowało mu swojego najlepszego
przyjaciela, szczególnie, gdy był zmuszony do siedzenia na
Grimmauld Place ze swoją zbzikowaną matką.
Przez
kilka minut przeglądał mugolski magazyn z motocyklami, znaleziony
przez niego na jakiejś ulicy, zastanawiając się, na którym z
motocykli wyglądałby najlepiej. Nie dane mu było jednak podjąć w
tej sprawie decyzji, bo dosłyszał znany, choć znienawidzony,
kobiecy głos. Ciocia Lucretia. Gdy usłyszał głos swojej matki
wołający go, przez chwilę zastanawiał się, czy uznają, że
zasnął, jeśli ich zignoruje, ale po chwili zreflektował się i
westchnął: postanowił stawić czoła swojej ciotce. Z ociąganiem
zszedł ze swojego wielkiego łóżka, by po chwili zejść na dół,
do salonu. Lucretia właśnie wylewnie witała Regulusa, a kiedy go
puściła, swój bystry wzrok skierowała w stronę jego starszego
brata.
Była
kwintesencją wszystkiego, czego młody Black nienawidził
najbardziej — uprzejma i dobrze wychowana, i słodka na swój
okropny sposób. Ociekała jadem, być może niewidocznym dla ludzi
mniej spostrzegawczych (i bardziej zaślepiających sobie oczy) niż
Syriusz. Była starszą kobietą o uroczo smutnej, delikatnej twarzy.
Miała kruchą budowę ciała, a misternie wykonana suknia z czarnej
koronki kontrastowała się z jej przypominającą pergamin skórą.
Ktoś przyglądający się jej z boku pomyślałby, że jest czarowną
starszą panią, ale było wręcz na odwrót. Choć nikt nie mówił
o tym na głos, to właśnie głównie ona trzęsła całym tym
czystokrwistym poruszeniem, a każdy, kto się z nią nie zgadzał,
mógł się już uważać za przegranego w szlachetnych rodzinach.
Syriusz
uchwycił karcące spojrzenie swojej matki, które skierowało się
na ciotkę Lucretię, do której niechętnie podszedł. Lucretia
musnęła go wargami w policzki, a do jego nozdrzy doleciał zapach
jej policzków, słodki i pudrowy.