środa, 11 września 2019

1. Tekst próbny


Szanowny Panie Rogaczu!
Jak ci mija lato? Tęsknisz już za starym Łapą?
Mam nadzieję, że Twoja mama nie gniewa się na mnie za bardzo za to, co zrobiłem jej kotu ostatnim razem. Z drugiej strony — nie moja wina, że z niego taki żarłok. Wierz mi lub nie, babeczka z odorosokiem przeznaczona była specjalnie dla Ciebie. Nawiasem mówiąc, nie miałem pojęcia, że odorosok tak działa na koty.
Przechodząc do sedna — czy tylko mnie aż wzdraga na myśl o tej manii na punkcie czystej krwi? W moim mieszkaniu z dnia na dzień jest coraz gorzej. Nie mam pojęcia, co mnie jeszcze tutaj trzyma. Kiedy tylko skończę siedemnaście lat, wyprowadzę się i przenigdy nie wrócę, zapamiętaj to sobie.
Niedługo się spotkamy, ale jak na razie nie mogę nigdzie iść. Uwielbiam moją familię.
Bardzo nie w humorze,
Syriusz
PS Regulus właśnie bierze kąpiel. Myślisz, że zauważy, jeśli nasypię mu bulbadoksu do piżamy?

Syriusz westchnął ciężko, po czym zapieczętował list i przywiązał go do nóżki swojej sowy.
— Zanieś to Jamesowi.
Ptak poderwał się z biurka i wyleciał przez otwarte okno domu Grimmauld Place 12, którego Syriusz tak bardzo nienawidził. Bardzo chciał się znów spotkać ze swoimi przyjaciółmi — Remusem Lupinem, Peterem Pettigrew i Jamesem Potterem, który był dla niego jak brat. Była już połowa wakacji, które poprzedzały jego szósty rok w Hogwarcie. Tu, w swoim domu, czuł się jak więzień. Nienawidził matki i ojca, a także brata, z którym miał kiedyś dobre kontakty, za ich zamiłowanie do czystej krwi. Ba! Nienawidził całej swojej rodziny, choć tutaj były wyjątki — ostatnio bardzo zaprzyjaźnił się z Andromedą, swoją kuzynką, którą niedawno wydziedziczono za poślubienie mugolaka. Także jego stary wujek Alphard nie podzielał tych chorych poglądów.
Znużony tym wszystkim wyszedł na chwilę z sypialni, by spełnić dopisek z listu do Jamesa, a po tym oparł się dłońmi o parapet okna w swoim pokoju.
Była już noc, a pełnia jasno oświetlała Grimmauld Place. Syriusz jeszcze chwilę wyglądał przez okno, myśląc, co przeżywa właśnie Remus, a potem rzucił się na łóżko w ubraniu, zmęczony całodzienną walką ze swoją rodziną.

*

Rano młodego Blacka obudził jego brat, wchodzący do pokoju.
— Wstawaj, dziś przyjeżdża ciocia Lucretia — powiedział beznamiętnie Regulus do budzącego się Syriusza, po czym wyszedł. Syriusz wzdrygnął się na myśl o czekającym go popołudniu. Ciocia Lucretia była siostrą jego ojca, której nie znosił równie mocno jak własnej matki. Wiedział również, że nie przyjedzie sama, tylko ze swoim mężem — potulnym i zgadzającym się z nią w każdej kwestii starszym mężczyzną. Syriusz nie pojmował, jak można dać się aż tak podporządkować kobiecie, a zwłaszcza takiej jak ciotka Lucretia. Na jej widok należało po prostu uciekać, nie było żadnego innego ratunku, a Syriusz musiał z nią spędzić cały dzień, a potem kolejne, ale nie sprzeciwiał się, bo wiedział, że to przy niej straci resztki rozsądku i wypluje całą złość, która siedziała w nim od tygodnia i żadna kłótnia z matką czy ojcem nie dawała mu takiej satysfakcji, jaką miał po wygranej potyczce z Lucretią.
Syriusz podniósł się, opierając się łokciami o łóżko, i rozejrzał się po pokoju obklejonym plakatami motocykli, zdjęciami dziewczyn w bikini, magicznymi fotografiami z przyjaciółmi i gryfońskimi proporczykami. Szukał swojej sowy z nadzieją, że przyniesie mu list od Jamesa, ale chwilę później przypomniał sobie, że James wyjechał na wakacje z rodzicami i sowa będzie musiała przebyć trochę dłuższą drogę niż normalnie.
Umył się i ubrał w zwyczajną koszulkę z logo The Beatles na przedzie i mugolskie dżinsy. Wiedział, że to doprowadzi jego matkę do szału, więc uśmiechnął się z satysfakcją, gdy zszedł do ponurej kuchni na śniadanie i zobaczył, jak Walburdze rozszerzają się nozdrza ze wściekłości.
— Witaj, matko — rzekł spokojnie Syriusz, siadając przy stole naprzeciwko swojego brata i nalewając sobie mleka do szklanki. Walburga nie odpowiedziała ani słowem, zasiadając z godnością na szczycie stołu.
— Och, Regulusie, co ci się stało? — spytała, patrząc z troską na swego młodszego syna.
Syriusz zauważył, że kawałek szyi Regulusa, który nie był zakryty białą koszulą, i dłonie pokrywa obfita wysypka. Minimalnie poprawiło mu to humor i powstrzymawszy się przed uśmiechem satysfakcji, zajął się obserwowaniem krzątającego się po kuchni Stworka — domowego skrzata. Po chwili uznał, że to nie był dobry pomysł, bo widok jego ryjkowatej twarzy zawsze przyprawiał go o zniesmaczenie. Nie miał wcale apetytu, więc dopił swoje mleko i poszedł do swojego pokoju. Zapowiadał się wyjątkowo nudny poranek. Siadł przy swoim biurku i spojrzał na wiszący nad nim kalendarz ze zdjęciem młodej, atrakcyjnej dziewczyny w bikini, opierającej się o potężny czarny motocykl. James przyjeżdżał do domu za dokładnie dwa dni. Nie było go już tydzień, co Syriusz boleśnie przeżywał. Bardzo brakowało mu swojego najlepszego przyjaciela, szczególnie, gdy był zmuszony do siedzenia na Grimmauld Place ze swoją zbzikowaną matką.
Przez kilka minut przeglądał mugolski magazyn z motocyklami, znaleziony przez niego na jakiejś ulicy, zastanawiając się, na którym z motocykli wyglądałby najlepiej. Nie dane mu było jednak podjąć w tej sprawie decyzji, bo dosłyszał znany, choć znienawidzony, kobiecy głos. Ciocia Lucretia. Gdy usłyszał głos swojej matki wołający go, przez chwilę zastanawiał się, czy uznają, że zasnął, jeśli ich zignoruje, ale po chwili zreflektował się i westchnął: postanowił stawić czoła swojej ciotce. Z ociąganiem zszedł ze swojego wielkiego łóżka, by po chwili zejść na dół, do salonu. Lucretia właśnie wylewnie witała Regulusa, a kiedy go puściła, swój bystry wzrok skierowała w stronę jego starszego brata.
Była kwintesencją wszystkiego, czego młody Black nienawidził najbardziej — uprzejma i dobrze wychowana, i słodka na swój okropny sposób. Ociekała jadem, być może niewidocznym dla ludzi mniej spostrzegawczych (i bardziej zaślepiających sobie oczy) niż Syriusz. Była starszą kobietą o uroczo smutnej, delikatnej twarzy. Miała kruchą budowę ciała, a misternie wykonana suknia z czarnej koronki kontrastowała się z jej przypominającą pergamin skórą. Ktoś przyglądający się jej z boku pomyślałby, że jest czarowną starszą panią, ale było wręcz na odwrót. Choć nikt nie mówił o tym na głos, to właśnie głównie ona trzęsła całym tym czystokrwistym poruszeniem, a każdy, kto się z nią nie zgadzał, mógł się już uważać za przegranego w szlachetnych rodzinach.
Syriusz uchwycił karcące spojrzenie swojej matki, które skierowało się na ciotkę Lucretię, do której niechętnie podszedł. Lucretia musnęła go wargami w policzki, a do jego nozdrzy doleciał zapach jej policzków, słodki i pudrowy.